Fenomen Che Guevry
Tak jak przewidział generał Gary Prado Che ma dziś ma swoich wyznawców, oddających mu cześć należną świętemu, widzących w nim cudotwórcę, który dopełnia dzieła zbawienia, jakiego nie było mu dane dokończyć za życia. Powstał nawet religijny mit Guevary, który zrodził się wraz ze słynnym zdjęciem jego zwłok, które niezliczoną ilość razy porównywane było do postaci ukrzyżowanego Chrystusa. Powołanie religijne nie było też obce samemu Che - metaforyki zbawienia nie sposób przeoczyć w jego retoryce politycznej. Nawet w takim przekonaniu utrzymywał swą matkę, pisząc do niej, że "wydała na świat wędrownego proroka, który donośnym głosem zapowiada dzień Sądu Ostatecznego". Argentyński pisarz - Pacho O'Donell, autor najnowszej biografii Guevary: "Che. Życie w imię lepszego świata" - opowiada, że w rejonie, w którym partyzancki oddział Che toczył swe ostatnie walki, jest on znany jako "Święty Ernesto z La Higuera". Mieszkający tam wieśniacy wierzą, że Che przybył do Boliwii, by ich zbawić. Wznoszą mu więc ołtarze, kierują ku niemu modły i odprawiają msze oraz wierzą, że jest on autorem licznych cudów. O'Donell cytuje mieszkankę La Higuera, która nie miała jak dostać się do najbliższego miasta, by kupić niezbędne lekarstwa dla ciężko chorego męża: "Pomodliłam się do Świętego Ernesta i po chwili przyszedł sąsiad, by zwrócić konia, którego mu kiedyś pożyczyliśmy. Była jednak noc i droga była bardzo niebezpieczna, zwłaszcza dla samotnej kobiety. Pojawił się wówczas budzący strach wielki czarny pies, którego nigdy w okolicy nie widziano. Nikt w osadzie nie miał wątpliwości, że pies był wcieleniem Guevary".

>>>